FF.62 ‚Z deszczu pod rynnę cz.2′

saaaaaaa

 

 

Blondyn rozwierał szeroko oczy, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć. Autentycznie go zatkało. Jak to umiera, czy ona żartuje?

- Nawet tak nie mów, Alex. – skarcił ją, choć w gruncie rzeczy nie miał do tego prawa, bowiem znał ją ile, kilka tygodni? Mimo wszystko czuł, że nie potrafi się o nią nie troszczyć. Długo zastanawiał się nad tym, czy chce ją zdobyć ze względu na swoją kochliwą naturę, jednak zrozumiał, że tu wcale nie o to chodzi. On naprawdę się o nią martwił i wcale nie traktował jej jak zwykłej przyjaciółki. Jego uczucia były o wiele silniejsze, nie wiedział jednak, co sprawiło, że tak szybko zdążył się w niej zakochać. Uczucia i emocje szarpały jego sercem na wszystkie strony, bał się, że ten związek może jej tylko zaszkodzić, jednak z drugiej strony bez niej czuł się niczym. A teraz ta sama dziewczyna mówi mu, tak po prostu, że umiera? Nie ma mowy.

- Nikt tutaj nie umrze, rozumiesz? – dodał, patrząc prosto w jej załzawione oczy. Szatynka pokręciła głową, wycierając policzki rękawem.

- Nie, to ty nic nie rozumiesz! Mam coraz mniej kodów, ja znikam, Odd. A kiedy Kora się rozpadnie, zniknę całkowicie, bezpowrotnie.

- Jak to, przecież to niemożliwe! Brak kodów nie może sprawić, że znikniesz. – zaoponował, rozkładając ręce.

- Moje ciało być może i nie zniknie, ale połowa mojej świadomości już na zawsze zdematerializuje się wraz z Korą. Posłuchaj mnie, przez cały ten rok rozwinęłam w sobie umiejętność podróżowania między naszym światem a Korą. Miałam już wiele okazji, by szperać w danych Tyrona i wiem, że połączył część mnie z tamtym miejscem. Sam sobie więc odpowiedz, co się ze mną stanie, kiedy Xana wchłonie wszystkie kody, które mam. Zwłaszcza, kiedy jesteśmy w lyoko. – jej głos odrobinę się uspokoił, jednak gdy dziewczyna wypowiedziała ostatnie zdanie, ponownie zaczęła płakać. Blondyn zacisnął zęby, miał ochotę w coś uderzyć, najlepiej w Xanę. Włoch nie może dopuścić do tego, by dematerializacja poza lyoko i rzeczywistość, dotknęła tym razem tą drobną dziewczynę.

Odd westchnął głęboko, nachylając się i obejmując dłońmi twarz brązowookiej, wierzchem dłoni ścierając jej łzy. Alex spojrzała na niego, po chwili zamykając oczy i dotykając jego nadgarstków. Gdy uniosła powieki przez długi czas wpatrywała się w lśniące tęczówki chłopaka, myśląc o tym, co będzie dalej. Jak bardzo będzie jej go brakować.

Włoch pochylił się, musnąwszy ustami jej usta. Wojownik objął dziewczynę w talii, przyciągając ją do siebie i pogłębiając pocałunek. Po chwili blondyn zsunął się wargami na jej szyję, mocno przytulając ją do siebie.

- Nie pozwolę ci umrzeć, Alex. – szepnął, zamykając oczy.

-

Tymczasem wojownicy lyoko przemierzali sektory w poszukiwaniu aktywnej wieży. Atak z rana nie był dla nich nowością, nie to ich martwiło. Nie mieli zielonego pojęcia, gdzie zaginęła dwójka ich przyjaciół, bali się o nich. W dodatku w sektorze pustynnym została aktywowana wieża, Jeremie niedługo później otrzymał informacje o ataku na serce Kory. Blondyn westchnął z irytacją, ściągając okulary i ściskając palcami nasadę nosa. Miał tego dość, wszystko było tak cholernie skomplikowane i wyczerpujące. Okularnik pokręcił głową, odchylając się na fotelu. Z tego miejsca nie był w stanie już niczego zrobić, musi zawierzyć tę misję tym razem w stu procentach wojownikom lyoko.

-

Czarnowłosy chłopak, o bladej karnacji rozejrzał się wokół, jednak jedyne co widział, to drzewa. Miał dość otaczającej go zieleni. W gruncie rzeczy nienawidził tego sektora najbardziej ze wszystkich. Z westchnieniem usiadł na jednej ze skał, układając swój miecz na kolanach. Jedyne o czym był w stanie myśleć w danej chwili, to Alex. Ta dziewczyna w ciągu kilku tygodni stała się dla niego najbliższą osobą. Kiedy Odd trafił w niewolę, samotność zaczęła dobijać brązowooką. Nie pamiętał nawet, jak to wszystko się zaczęło, jednak dzięki nieobecności blondyna, chłopak poznał najważniejszą osobę w swoim życiu. Alex była jego przyjaciółką, Czarnooki nie mógł jednak wyprzeć się tego, że czasem czuł zazdrość o jej uwagę.

Wiliam syknął z irytacją, kręcąc głową, w odpowiedzi na własne myśli. Nie może zrobić tego Alex, to Odda darzyła uczuciami, nie jego. W dodatku w grę wchodził jeszcze ten cały Matt, choć on akurat był najmniej ważnym w całym tym kole wzajemnej adoracji.

To okropne, co działo się z jego umysłem i poczuciem przynależności. W jednej chwili czuje się prawdziwym członkiem grupy wojowników lyoko, a w następnej niczym wyrzutek, skazany na same porażki. W dodatku znów stało się to, czego tak bardzo nie chciał – znów się zakochiwał. Uczucia do Yumi i rywalizacja z Urlichem męczyły go przez wystarczająco długi czas, dla jego własnego dobra i dla dobra dziewczyny, powinien ograniczyć z nią kontakt. Poradzi sobie, mimo wszystko, z tą dobijającą samotnością.

Tylko co jej powie? Najlepszym wyjściem byłoby wyjawienie jej całej prawdy, że boi się tych uczuć względem niej, że nie chce psuć tego, co jest między nią a Oddem. Ale nie potrafił, bał się, że po tym wszystkim nie będzie chciała widzieć w nim nawet przyjaciela, a on znów zostanie sam z tym wszystkim.

Gniew narastał w nim coraz bardziej, miał ochotę coś rozwalić. Dlaczego to właśnie on jest skazany na wieczne nieszczęście? Dlaczego choć raz to on nie może być szczęśliwy, dlaczego on nie może być tym, który odniesie sukces? Nie potrafił odpowiedzieć sobie na te pytania.

- Ej, William, śpisz? – głos Jeremiego przeniknął jego umysł, przypominając mu, po co tak naprawdę tutaj jest. Miał uratować przyjaciół, nie rozmyślać nad swoją niedolą. Czarnowłosy zmienił swoje ciało w chmarę cząsteczek, z większą szybkością przemierzając drogę wśród drzew i korzeni.

-

Alex pociągnęła nosem, opierając się głową o klatkę piersiową chłopaka i układając ręce na brzuchu. Stwierdziła, że skoro i tak mają mało czasu, to przynajmniej spędzą go razem.

- Musimy się stąd wydostać, Alex. – mruknął blondyn, zakładając ręce za głowę.

- Dajmy z tym spokój, Odd. Jestem wystarczająco szczęśliwa z powodu tego, że nie znikam w samotności. – brązowooka uśmiechnęła się smutno, poprawiając rękawy bluzy, które zakrywały jej dłonie.

- Nie mów tak, będziesz miała jeszcze mnóstwo okazji, by na mnie ponarzekać. – odparł, podnosząc się. Alex poszła w jego ślady, siadając w kącie. Oparła brodę o kolana, oplatując je ramionami. Czuła się okropnie z myślą, że właśnie toczy się walka o jej los. Bała się, że już nigdy nie zobaczy znajomych, swoich rodziców, przyjaciół, nikogo.

Włoch przez dłuższy czas przyglądał się jej smutnej twarzy, gdy nagle wpadł na pewien pomysł. Zmarszczył brwi, jak zawsze, gdy się namyślał. Tak, to mogłoby się udać!

- Alex. – dziewczyna uniosła głowę. – Posłuchaj mnie. Oddam ci swoje kody. – szatynka rozwarła szeroko oczy, wiedział, że analizuje swoje własne szanse.

- W jaki sposób chcesz tego dokonać? Czy to nie jest niebezpieczne?

- Nie wiem. – odparł zgodnie z prawdą. – Ale to jedyne, co przychodzi mi do głowy. – uklęknął przy niej, biorąc ją za rękę. Oboje spletli swoje palce, patrząc sobie w oczy, wiązki błękitnej energii oplatywały ich przedramiona, tworząc jasny blask. Końcówki włosów dziewczyny lekko się uniosły, jednak żadne z nich nie zwróciło na to większej uwagi. Alex czuła, że większa część jego kodów Kory trafia do niej, jednak poza ich głównym celem, zdarzyło się coś…Nieoczekiwanego. Coś, co nie powinno mieć miejsca. Mianowicie przez ułamek sekundy niemalże słyszeli swoje myśli, czuli to, co czuła ta druga osoba. Niewidzialna nić połączyła na krótki czas ich serca i umysły w jedno, to było niesamowite i przerażające zarazem doświadczenie dla nich obojga.

- Czułeś to? – brązowooka ze zdumieniem spojrzała na swoją, jeszcze świecącą niebieską poświatą dłoń, po czym ponownie podniosła wzrok. Blondyn wlepiał spojrzenie na coś, co znajdowało się za nią, przy czym zaciskał zęby. Alex odwróciła się, zdumiona zobaczywszy wściekłego czerwonookiego klona swojego przyjaciela.

- Zawsze musicie pokrzyżować mi plany, co? – zanim dziewczyna zdążyła zareagować, Xana szarpnął ją za ramie, odpychając blondyna na kilka metrów. Wojownik natychmiast podniósł się na nogi, jednak widząc jego pazury przystawione do szyi przyjaciółki, nie atakował.

- Byłem już prawie u celu. Niemalże posiadłem całą moc. Ale nie, jak zwykle ty wszedłeś mi w paradę, blokując wszelki dostęp do kodów tej o to… – przesunął końcem pazura po policzku brązowookiej, nachylając się tuż nad jej ramieniem. – Kruchej istotki.

Chłopak zacisnął pięści, nie wiedział co robić.

- Puszczaj ją. – warknął, mrużąc oczy. Jego klon zaśmiał się cicho, unosząc podbródek dziewczyny tak, by patrzyła prosto w oczy swojego przyjaciela. Po jej policzkach płynęły łzy, zło bijące od przytrzymującego ją chłopaka, było nie do zniesienia.

- Bo co? Jest mi już niepotrzebna. – czuła dotyk jego policzka przy swoim, jednak starała się to ignorować. Dłonie zaciskała na jego przedramieniu, by choć trochę rozluźnić ucisk na swoim gardle.

- Chociaż…Kto wie, być może nadawałaby się na moją małą zabawkę do tortur. – mruknął, brązowooka czuła, że on się uśmiecha. Alex wciągnęła głęboko powietrze, w jej głowie zrodził się pomysł, który był chyba najbardziej ryzykowny w obecnej sytuacji.

- Wypuść nas albo zniszczę wszystkie dane twoich replik. – powiedziała spokojnym głosem. Obaj, Xana i Odd, zamarli, zszokowani wpatrując się w nią.

- O czym ty mówisz? – czerwonooki szarpnął ją za ramiona, odwracając twarzą do siebie. Na jego twarzy widać było grymas wściekłości. Szatynka nawet się nie wzdrygnęła, nie dając po sobie poznać, jak bardzo się boi.

- Odd zablokował możliwość dalszego pobierania kodów Kory ze mnie, jednak nie odciął mi dostępu do twojej bazy danych, Xana. Jestem w stanie usunąć wszystkie twoje repliki, chyba że odejdziesz stąd i dasz sobie spokój raz na zawsze z tak szalonym i nierealnym pomysłem, jak połączenie wszystkich nowo utworzonych przez ciebie światów.

Klon zacisnął szczęki, wbijając końce pazurów w jej ramiona. Nie wiedział, co robić, był cholernie zły, że znów ta dwójka go wyrolowała.

- Jaką mam pewność, że dotrzymasz słowa? – wysyczał, wbijając w nią spojrzenie szkarłatnych oczu.

- Bądź pewien, że ja nie łamię obietnic. – przez długą chwilę mierzyli się wzrokiem, dziewczyna ignorowała ból z powodu płytkich cięć, z przyśpieszonym biciem serca czekała na odpowiedź.

- Dobrze. – czerwonooki odsunął się, Odd natychmiast podbiegł do swojej przyjaciółki, by w razie potrzeby móc ją obronić.

- Uwolnię was i zaprzestanę ataku na Korę. Bądź jednak pewna, że jeśli złamiesz słowo, znajdę cię i zabije. – zmrużył oczy, po czym wyszczerzył kły. – Przy najbliższej okazji jednak nie będę się wahał i od razu was zniszczę. – Xana pstryknął palcami, ściany wokół nich zaczęły pękać i świecić, by po chwili wyrzucić ich na leśne tereny lyoko.

- Nic ci nie jest? – Blondyn pomógł dziewczynie wstać, lekko ją podtrzymując. Brązowooka pokręciła głową, uśmiechając się.

- Nie.

- Jakim cudem dostałaś się do danych Xany? – chłopak nie mógł wytrzymać z ciekawości. Alex spojrzała na niego, po czym rozprostowała ręce, zakładając je na tył głowy.

- Blefowałam. – Odda zatkało. Po chwili zaczął się śmiać, ukrywając twarz w swoich kocich łapach.

- Hej, wy tam? Żyjecie? – głos Jeremiego nigdy nie wydawał się im tak kojący, jak dzisiaj.

- Jesteśmy i mamy się dobrze. Czy pozostali są w lyoko? – odezwał się Kot, z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Tak, są wszyscy. A William na przykład…

- Jest za wami. – dwójka odwróciła się, tuż za nimi stał czarnowłosy, opierając swój miecz na ramieniu. Brązowooka uśmiechnęła się, podchodząc do swojego przyjaciela i rzucając mu się na szyję.

- Już myślałam, że nigdy cię nie zobaczę! – powiedziała, na co wojownik roześmiał się. – Oh, no tak, Jeremie, która godzina?

- Jest koło trzeciej po południu.

- To dobrze, czyli jeszcze się nie spóźniłam. – mruknęła brązowooka, wzdychając z ulgą.

- Spóźniłaś, niby na co? – Alex spojrzała na blondyna, przegryzając dolną wargę.

- Na spotkanie. – odparła wymijająco, po czym odwróciła wzrok.

- William, gdzie jest reszta? Co właściwie mamy teraz robić? – czarnowłosy wzruszył ramionami.

- Większość z nas miała za zadanie was znaleźć, więc podzieliliśmy się na grupy. Kiedy Jeremie zorientował się, że równoległy wszechświat musi być gdzieś w lesie, kazał reszcie ruszyć do Kory i posprzątać tam. Aelita chyba została w Kartaginie, ale zapewne w tym momencie właśnie załatwia aktywowaną wieże.

- Czyli wszystko jest już ustabilizowane? Nie jesteśmy więcej potrzebni?

- Raczej tak. Jeśli chcecie, mogę was już zdematerializować, tamci również wracają. – powiedział Jeremie.

- Jasne. – Dziewczyna uśmiechnęła się, przenosząc ciężar ciała na pięty, palce i tak w kółko. Prawdę powiedziawszy nie mogła się doczekać, aż wróci do swojego pokoju, z dala od Lyoko. Emocje opadły, pozostał tylko mały kłopot – Odd.

No właśnie.

Kiedy wyszli ze skanerów, Alex zagryzła wargę, nie miała bladego pojęcia, jak to wszystko odkręcić. Z początku zakończyła między nimi relacje, by dać czas chłopakowi, by mógł sobie to wszystko poukładać. Teraz jednak to ona potrzebowała tego czasu, nie miała pojęcia, co czuje. Dotychczas udawało jej się unikać jego i niewygodnych tematów, jednak dzisiaj wszystko runęło jak domek z kart. Chyba za bardzo poniosło ją w tym równoległym więzieniu, niepotrzebnie go całowała. W dodatku to dziwne uczucie podczas wzajemnego przesyłania sobie kodów, to było coś… Okropnie osobliwego. Jej serce biło wtedy co najmniej dwa razy szybciej. Czuła, że na samo wspomnienie tego zaczyna się czerwienić. Zerknęła w bok, zauważyła, że Odd przygląda się jej. Odchrząknęła i odwróciła wzrok.

Czuła się nieswojo w jego towarzystwie, te kilkanaście minut z nim w fabryce zdawało się dłużyć w nieskończoność. Kiedy w końcu Jeremie pozwolił im wrócić, Alex ruszyła przed siebie, chcąc jak najszybciej się oddalić.

-

Wparowała do swojego pokoju jak burza, zamykając za sobą drzwi. Odwróciła się plecami do wejścia, po czym odetchnęła z ulgą, tamci na pewno jeszcze nie wyszli z kanałów, on też. Podeszła do biurka, wyciągając z szuflady swój drugi telefon, tamten musiała zgubić w parku. Wybrała numer Matta, wciskając zieloną słuchawkę.

- Halo? – wstrzymała oddech, słysząc ton jego głosu. Może jej się wydawało, ale słychać było, że jest zły.

- Cześć Matt, to ja, Alex. – starała się mówić radosnym głosem, jednak wyrzuty sumienia pożerały ją od środka, wywołując drżenie jej głosu.

- O, cześć. Już myślałem, że nigdy nie zadzwonisz. – dziewczyna czuła, że się uśmiechnął. Westchnęła z ulgą, zamykając oczy i przykładając dłoń do policzka.

- Bardzo cię przepraszam, że nie zrobiłam tego wcześniej, ale…- brązowooka zawiesiła głos, próbując się nie rozpłakać.

- Hej, wszystko w porządku? – dziewczyna pokręciła głową, łzy same zaczęły płynąć po jej policzkach.

- Tak. – wyszeptała, wycierając policzki. Czuła się zdołowana i przytłoczona emocjami. – Czy możemy się spotkać?

- Oczywiście. Mam przyjść?

- Nie, spotkajmy się tam gdzie zawsze, za pół godziny. Dziękuje ci. – szybko się rozłączyła, by chłopak nie musiał słuchać jej szlochów.

- Nie sądzisz, że powinniśmy porozmawiać? – Brązowooka gwałtownie się odwróciła, ze zdumieniem napotykając zimne spojrzenie blondyna.

- Jak się tu dostałeś? – burknęła, wycierając oczy rękawem bluzy. Cieszyła się, że nigdy nie używała tuszu do rzęs, bo prawdopodobnie przez to jej twarz wyglądałaby teraz jeszcze gorzej.

- To jeszcze jedna z moich przydatnych umiejętności. – oczy chłopaka przybrały kolor zimnego bordo, promienie słońca oświetlały jego twarz, przez co tęczówki Włocha zdawały się świecić. Szatynka odetchnęła głęboko, podchodząc do szafki po jej lewej stronie i wyjmując z niej swoje słuchawki.

Wzdrygnęła się, gdy Odd w mgnieniu oka pojawił się przy niej, kładąc dłonie po obu stronach jej głowy. Dzielnie wytrzymywała jego pełne furii spojrzenie.

- Nie chcę z tobą rozmawiać. – powiedziała, chcąc odejść, jednak blondyn nawet się nie poruszył. Zamiast tego przyłożył swoje przedramiona do ściany, przez co jeszcze bardziej zbliżył się do niej. Szatynka zaczerwieniła się, odwracając głowę w bok, kładąc przy tym dłonie na jego ramionach, by utrzymać dystans między nimi.

- Odd, przestań! Mówiłam ci już, że jak na razie wolę się z tobą przyjaźnić. – wydukała, powstrzymując drżenie głosu. Czuła jego ciepły oddech na szyi, w tej sytuacji było to… Niekomfortowe.

- Gdybyś chciała tylko przyjaźni, nie całowałabyś mnie. – powiedział, na co dziewczyna wysunęła buntowniczo szczękę, marszcząc brwi.

- To ty mnie całowałeś! – dźgnęła go palcem w pierś. – Nie ja ciebie! Poza tym myślałam, że już nigdy nie wrócę na ziemię i… – nie wiedziała za bardzo, jakim argumentem zakończyć tę dyskusję, więc po prostu zamilkła.

- Twierdzisz, że nic do mnie nie czujesz? – szepnął, ujmując jej podróbek. Brązowooka zaczerwieniła się aż aż po korzonki włosów, spoglądając to na jego oczy, to na usta. Widząc jego znaczący uśmiech, odwróciła wzrok, zakrywając dłońmi twarz.

- Nie mówiłam, że nic. Po prostu teraz to ja potrzebuje czasu. – odparła spokojnie, starając trzymać się emocje na wodzy.

- Czasu niby na co? Wiem, że odwzajemniasz moje uczucia, więc dlaczego nie chcesz spróbować? Dlaczego mnie odrzucasz?! Może i nie pamiętam jak cię poznałem, nie mam wspomnień z tobą, sprzed trafienia do Lyoko, jednak nie zaprzeczę temu, że czuje coś do ciebie i wiem, że to nie jest nic błahego! – Teraz już krzyczał, gwałtownie wymachując rękami.

- Nie drzyj się tak, bo jeszcze ktoś nas usłyszy! – syknęła szatynka, nerwowo zerkając na drzwi.

- O to się nie martw, gwarantuje ci, że nikt nas w tym momencie nie słyszy! – mruknął. Alex nie spytała nawet, o co mu chodzi, zamiast tego westchnęła tylko, kręcąc głową.

- Posłuchaj mnie, Odd. – powiedziała, nie dając mu dojść do słowa. – Zakończyłam związek z tobą, ponieważ chciałam, byś mógł sobie wszystko ułożyć. Było trudno, cholernie trudno, ale myślę, że postąpiłam wtedy bardzo dobrze. Teraz proszę, żebyś ty pozwolił mi samej sobie określić, co tak naprawdę czuje.

Blondyn przez długi czas wpatrywał się w nią, nie pokazując po sobie żadnych emocji.

- Czy jest jakiś inny chłopak? – wychrypiał, odwracając wzrok w stronę okna. Brązowooka prawie natychmiast przypomniała sobie Matta, jej przyjaciela. Wiedziała jednak, że nie żywi do niego głębszych uczuć.

- Nie. Nie sądzę. – Dziewczyna uśmiechnęła się, wzruszając ramionami. – Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy, tylko ty z jakiegoś powodu się mną zainteresowałeś. – zażartowała. Włoch spojrzał na nią z niedowierzaniem, po czym prychnął śmiechem.

- Chyba się nie doceniasz, Alex. – powiedział, wsuwając dłonie do kieszeni. Przez moment Alex poczuła się jak dawniej, kiedy jej przyjaciel był tylko jej przyjacielem, z którym mogła rozmawiać godzinami.

Wzniosłą chwilę przerwał im dzwonek telefonu. Dziewczyna zerknęła na wyświetlacz, unosząc brwi.

- No tak, kompletnie zapomniałam, muszę już iść. – mruknęła nieuważnie, sięgając po ciepłą czarną bluzę z szafy. Włożyła ją na siebie, poprawiając na szybko paski na rękawach, po czym zabrała ze sobą słuchawki, chcąc ruszyć do wyjścia. Włoch delikatnie złapał ją za nadgarstek, kiedy ta chciała przekręcić klucz w zamku. Alex zerknęła na niego zdziwiona, jednak ten tylko się uśmiechnął.

- Zanim pójdziesz, proszę, zrób coś dla mnie. – szatynka kiwnęła głową, odwracając się twarzą do niego.

- Tak?

- Pocałuj mnie. – brązowooka westchnęła, z ubolewaniem kręcąc głową.

- Ale potem dajesz mi spokój, tak? – blondyn kiwnął głową.

- Jesteś niepoprawny. – uśmiechnęła się, stając na palcach, by dorównać mu wzrostem. Zarzuciła mu ramiona na szyję, przyciskając usta do jego warg. Jeżeli ma to być ich ostatni pocałunek, przynajmniej jak na ten czas, to czemu nie?

Nie wiedziała, jak długo się całowali, zawładnęła nią magia chwili. Brązowooka czuła, że on się uśmiecha, jednak ignorowała to. Mimo woli jej kąciki ust również odrobinę się uniosły, dziewczyna wsunęła dłoń w jego włosy, gdy Włoch pogłębił pocałunek.

Nawet nie usłyszała, kiedy ktoś zapukał do jej drzwi. Wzdrygnęła się, gwałtownie odskakując, gdy ktoś kilka razy poruszył klamką. Całe szczęście, że drzwi były zamknięte.

- Alex, jesteś tam? – Cholera, to Matt!

- Już idę, chwileczkę! – krzyknęła dziewczyna, speszona. Włoch zaśmiał się cicho, kciukiem ścierając jej błyszczyk z swoich ust.

- Arbuz? – wyszczerzył się, gdy dostał ostentacyjnie z łokcia w bok.

- Długo jeszcze? – usłyszała znów głos zza drzwi i westchnęła z irytacją.

- Poczekaj, przebiorę się jeszcze, zaczekaj na mnie na dole, dobrze?

- Nie ma sprawy. – kiedy kroki ucichły, dziewczyna mogła odetchnąć z ulgą.

- A teraz ty, panie ‚mam do ciebie prośbę’ idź do swojego pokoju i nie pokazuj mi się aż do jutra. – powiedziała na wpół żartem, na wpół serio. Wojownik uniósł dłonie, przymykając jedno oko i uśmiechając się zawadiacko.

- Rozkaz, moja pani. – blondyn mrugnął do niej, po czym wyszedł z pokoju. Alex policzyła do dziesięciu, po czym wyszła z pomieszczenia, idąc na spotkanie z swoim przyjacielem. Teraz żałowała, że dała się ponieść emocjom w rozmowie z nim, miała jednak cichą nadzieję, że czarnowłosy nie spyta o powód jej wcześniejszego płaczu.

Gdy zobaczyła jego uśmiech nie mogła się powstrzymać i również uniosła kąciki ust w górę. Chłopak był ubrany w czarne spodnie i bluzę, jego włosy jak zwykle były w nieładzie. Jego krystalicznie błękitne oczy sprawiały, że niejedna dziewczyna padała przed nim na kolana, jednak o ironio, sam ciągle narzekał, że nie może znaleźć drugiej połówki.

- Witam solenizantkę. Idziemy tam gdzie zawsze, czy może chcesz zmienić plany? – brązowooka wsunęła dłoń pod jego wyciągnięte ramię, po czym oboje ruszyli przed siebie.

- Tam gdzie zawsze. – odparła wesoło.

Dziewczyna wróciła do internatu grubo po dwudziestej pierwszej, jednak udało jej się zdążyć wejść do pokoju, zanim Jim zaczął sprawdzać pomieszczenia. Z szerokim uśmiechem na twarzy zdjęła z siebie bluzę, wzdychając na samą myśl o odpoczynku w swoim ciepłym i miękkim łóżku. Była wyczerpana, nogi odmawiały jej posłuszeństwa, mimo wszystko była jednak zadowolona. Dzięki Matthew zapomniała choć na chwilę o dręczących ją problemach i wyrzutach sumienia, mogła odreagować, śmiejąc się z nim do rozpuku. Oboje mimo wszystko wybrali się z początku do miasta, kupując kilkanaście paczek żelków spaghetti we wszystkich smakach, oraz kilka oranżad w puszce. Z takim zapasem jedzenia dopiero wtedy ruszyli w miejsce swoich spotkań, na łąkę z wielkim drzewem po środku, z rozłożonymi szeroko gałęziami. Spędzili tam kilka godzin, jedząc, rozmawiając i mile spędzając czas.

Dziewczyna przełknęła gulę w gardle, gdy przypomniała sobie tę dziwną rozmowę z nim.

-

Niemalże pod koniec spotkania, kiedy razem wracali do szkoły, Matt zapytał ją o powód jej roztargnienia. Brązowooka zaczerwieniła się, że przyłapał ją na nieuwadze podczas ich rozmowy.

- Przepraszam cię, zamyśliłam się tylko. – mruknęła, uśmiechając się przepraszająco. Czarnowłosy spojrzał na nią, jego przenikliwe błękitne, przepełnione głębokim smutkiem oczy, wywoływały u niej wyrzuty sumienia.

- Myślisz o Odzie, prawda? – szatynka rozwarła szeroko oczy, zszokowana.

- O czym ty mówisz? – wyjąkała, cofając się o krok od chłopaka. Matt westchnął, zamykając oczy i zaciskając usta w wąską kreskę.

- Alex, nie udawaj. Wiem przecież, że się kłócicie i ten płacz podczas naszej rozmowy, to też przez niego, tak? – dziewczyna zagryzła wargę, nie wiedząc, co ma mu odpowiedzieć. Zamrugała zaskoczona, gdy czarnowłosy dotknął dłonią jej policzka, zbliżając się bardziej, niż to konieznie. Czuła się spięta, nie wiedziała co chłopak robi, ale nie podobało jej się to.

- Pamiętaj, że jestem twoim przyjacielem i nie pozwolę, by ktokolwiek cię krzywdził. – szepnął, całując ją delikatnie w czoło. Po chwili odsunął się, rzucając jej krzepiący uśmiech, po czym ruszył w stronę szkoły, zostawiając ją kompletnie skołowaną, samą na dziedzińcu.

-

Brązowooka przetarła dłonią powieki, zamieniając spodnie na jakieś luźne spodenki. Dopiero po dłuższej chwili zauważyła jakieś pudełko na swoim biurku. Podeszła do niego, ze zdziwieniem rozwiązując kokardkę. Uniosła brwi, wyciągając z niego czarny rzemyk. Wyciągnęła go, okazał się być naszyjnikiem. Miał bardzo ładną zawieszkę z srebrną gwiazdką. Oprócz tego znalazła również chokera, z zawieszką w kształcie litery ‚A’. Uśmiechnęła się, to słodkie. Zerknęła na karteczkę doczepioną do rzemyka.

‚Ja też pamiętałem o twoich urodzinach.’

Mimo tego, że nie było podpisu, wiedziała, od kogo dostała ten śliczny prezent. Uśmiechnęła się do siebie, zapinając rzemyk na szyi, w którym bez problemu mogła spać. Spojrzała w lustro, zaplatając włosy w warkocz.

- To chyba najdziwniejsze urodziny w całym moim życiu. – mruknęła do siebie, przykładając głowę do poduszki i zapadając w głęboki sen.

 

 

Mielibyście wszystko, cały rozdział wcześniej, ale byłam w trakcie rysunku, a że sai mi wariował, to nie udało mi się wyrobić do 2 nad ranem. Do tego robiłam korektę tego rozdziału, nie było tak źle, ale trochę tekstu się znalazło, w ostatniej chwili dopisywałam lub usuwałam jakieś pierdoły etc. XDD

DŁUGI ROZDZIAŁ RIGHT?>?>?>/.
I pogmatwany trochę, ale dacie radę.

Za jakim paringiem jesteście?>? Alex i Odd, Alex i Matt, a może jednak chcielibyście dać szansę Williamowi?>?
Jestem ciekawa waszego zdania. O i według was, kto odpada z kółka adoracji, Matt czy Will?>

FF.62 ‚Z deszczu pod rynnę cz.1′

Alex wzdrygnęła się na widok czerwonookiego klona swojego byłego chłopaka i cofnęła się raptownie. Z nerwów zaciskała pięści, przybycie Xany zawsze oznaczało kłopoty, a sposób, w jaki na nią patrzył, podsuwał jej myśl, że tym razem może chodzić o nią.

- Czego tu chcesz? – mruknął Odd, mrużąc oczy i zaciskając szczękę na widok swojego byłego ‚pana’. Xana wzruszył tylko ramionami, z uśmiechem podchodząc odrobinę bliżej dwójki.

- Przyszedłem tu tylko jako…Obserwator. – powiedział, wyszczerzając kły. Brązowooka zmarszczyła brwi, jego uśmiech nie oznaczał nic dobrego.

Po chwili dziewczyna rozwarła szeroko oczy, czując pulsujący ból głowy. Z jękiem osunęła się na kolana, czuła, że z Korą działo się coś niedobrego.

- Alex? Co się dzieje? – usłyszała głos Odda i po chwili jego zduszony krzyk. Podniosła wzrok, Xana unosił dłoń, robiąc coś dziwnego oczami. Blondyn skulił się na ziemi, łapiąc za głowę, cokolwiek robił jego klon, bardzo go to bolało.

- Przestań! – warknęła słabo. Ku jej zdumieniu obraz przed jej oczami rozmył się, a ona sama świadomością przeniosła się do serca Kory. Rozwarła szeroko oczy, widząc coś, czego nigdy w życiu by się nie spodziewała. Na interfejsie widziała swój pasek kodów, który powoli spadał. Rozejrzała się, wokół niej stali ninja, tyle że byli uśpieni. Gdy tyko zauważyła znak Xany na ich czołach, zrozumiała.

Xana próbuje przejąć Korę. Tylko po co?

Natychmiast rzuciła się do interfejsu, wchodząc w bazę danych i wyszukując informacje. Wiedziała, że w tym stanie niewiele może zdziałać, zwłaszcza, jeśli któryś z xanafikowanych awatarów ją zdewirtualizuje. Zaczęła przeszukiwać pliki, próbując dowiedzieć się czegoś na temat tego zmasowanego ataku. Zacisnęła zęby, czując okropny ból głowy, Wirus nieustannie kradł jej kody. Chciała spojrzeć na kolejne dane, jednak nie mogła dotknąć ekranu. Jej ręce zaczęły znikać, świadomością wracała do realnego świata. Niech to szlag!

Obudziła się cała obolała, z trudem otwierając oczy. Zamrugała kilka razy, chcąc unieść dłoń, jednak czyjeś ręce ściskały jej ramiona. Podniosła wzrok, gwałtownie się czerwieniąc, gdy ujrzała wpatrujące się w nią brązowe oczy. Blondyn przytulał ją do siebie, jak gdyby chciał ochronić ją przed wszelkimi niebezpieczeństwami tego świata.

- Gdzie jesteśmy? – wychrypiała, mimo wszystko nie odrywając od niego wzroku.

- Tam, gdzie Xana mnie więził. Gdzie nie powinno cię być. – szepnął, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. Brązowooka zamrugała, gwałtownie się zrywając.

- Jak to? To znaczy, że wrzucił nas do cyfrowego morza?! – była kompletnie zdezorientowana, przecież niemożliwym jest przeniesienie swojej świadomości w lyoko do Kory. Po prostu nie i już!

- Spokojnie, to tylko iluzja. – mruknął. Tak, to ma sens. Iluzja świata rzeczywistego faktycznie mogła umożliwić jej częściowe przeniesienie się do Kory, teraz to rozumie.

- Odd, musimy się stąd wydostać. Byłam w Korze, Xana xanafikował ninje!

- Co? – Włoch zerwał się na równe nogi. – Ale po co?

- Udało mi się wejść do bazy danych, przypuszczam, że Xana z pomocą kodów i informacji od Tyrona, chce zbudować potężną replikę, a właściwie zlepek wszystkich dotychczas stworzonych. – głos Alex zadrżał. Wiedziała, że jeśli Korze się coś stanie, ona poczuje to na własnej skórze.

- Mam rozumieć, że teraz ten Wirus używa energii nie do stworzenia Kolosa, jak kiedyś, ale do stworzenia nowej super-repliki? Z taką ilością jego super komputer mógłby zająć pół kraju! To niedorzeczne, w życiu mu się to nie uda, on zniszczy ziemie! – krzyknął, oczy chłopaka błysnęły złowrogo, gdy zacisnął pięści, uderzając jedną w ścianę.

- Dopóki tu jesteśmy, nic nie uda nam się zrobić. – wyszeptała dziewczyna, czując palące pod powiekami łzy. Jeżeli tamci nie zdążą na czas, ona zniknie. Licznik jej kodów spada o wiele szybciej, niż kopiowane przez Xanę dane, podejrzewała, że tylko cudem jest w stanie jeszcze oddychać.

- Alex, co się dzieje? – słysząc jego głos podniosła wzrok, łzy spłynęły jej po policzkach, gdy się uśmiechnęła.

- Ja umieram, Odd. – powiedziała zdławionym głosem, unosząc kąciki ust.

———-

heh

Dawno nie było spamu moimi artami, nie? Cóż, stwierdziłam, że podziele się tymXD

Bo trochę się poprawiłam

Szklanki są wzorowane, inspirowane bądź przerysowane od Naschi))

niektóre to fanarty, inni to moje oc)

14317542_1220148444672436_3749135296923939654_n 14449806_1229312313756049_4280921881598915506_n dfd44 fddf pizap.com14746578826651 pizap.com14746659804451 pizap.com14747382660551 pizap.com14721428618841 pizap.com14726470655671 pizap.com14733465210831 pizap.com14737158522391 pizap.com14744602877931 pizap.com14744606100511 pizap.com14744610031742 pizap.com14744611611383 pizap.com14744616999361 pizap.com14744617743722 pizap.com14744620863974 pizap.com14744623143825 pizap.com14744625599806

OGŁOSZENIE

http://magic-school-academy.blogspot.com/

HISTORIA O MOICH OC, RAVEN I ERYKU. ZAWIERA HENTAI I YAOI, GORE/VIOLENCE I WSZYSTKO CO ZŁE, ALE ZAPRASZAM, BO WYMYŚLIŁYŚMY Z KOLEŻANKĄ WSZYSTKO SAME OD POCZĄTKU DO KOŃCA, WIĘC MYŚLĘ, ŻE WARTO.

A MOŻE ŻEBY WAS ZACHĘCIĆ, TO CZEMU NIE, POKAŻE FANARTY MOICH OCKÓW.

NO WEŹCIE, MUSIMY Z CZEGOŚ ŻYĆ XDDDDDDDDDDDDDDDD A trochu szkoda, gdyby te pomysły sie zmarnowały, bo uwierzcie, gabs ma słomiany zapał ://

PLEZ, WEŹCIE TO ROZSYŁAJCIE CZY KI CHUJ XDDDDDDD

Myślę, że serio warto chociaż sprawdzić, bo no cóż, trochę się napracowałyśmy xDD na wattpadzie mamy więcej rozdziałów, bo póki co dopiero przenosimy wpisy na bloga. Tak wgl informacja dla osób, które przeczytają ostrzeżenia z prawej strony -> pierwsza gwiazdka pojawi się już w 10 rozdziale XP

 

13566976_1169604396393508_4868357760079271386_nart Raven, hehs :> (mój)

13626351_1169604453060169_345698088319581126_nteż moje, to akurat jest mniej ważna postać, ale kij XD

13644301_904656986329574_850793130_nfanart Kevina od mojej koleżanki <MEGA CNIE?>

pizap.com14682467163881znów Rav(dokończe to, ale dopiero w sierpniuXDD)

pizap.com14672910003771micarnar hehes

pizap.com14679955370681I ERYŚ <3

NIE WIEM, MOŻE TYMI FANARTAMI WAS ZACIEKAWIŁAM, MOŻE NIE, ALE KLIKNIJCIE CHOCIAŻ W TEN PIEPRZONY LINK XDDDDDDDDDD

Zapraszam

https://www.wattpad.com/story/67933825-k-g-magic-school-academy#_=_

Pamiętacie może opowiadanie, które kiedyś dodawałam ? To o Raven <nie z TT> Ksarilu i takie tam? Właśnie z koleżanką przepisujemy to na nowo TUT zapraszam ! ^^

FF.61”Rywale”

Dziewczyna odtworzyła pierwszą lepszą piosenkę, założyła słuchawki na uszy i ruszyła. Właściwie to nieczęsto biegała, prawie w ogóle, ale dzisiaj postanowiła zadbać trochę o kondycję. Nie żeby coś, ale nie wychodziła na słońce przez cały weekend. Czasem warto ruszyć tyłek i wyjść na świeże powietrze. Po jakichś piętnastu minutach zatrzymał ją sygnał w telefonie. Wyjęła komórkę i zerknęła na wyświetlacz. Przewróciła oczami i przesunęła czerwoną słuchawkę w lewo. Znów dzwonił jej ojciec.

-Mam go już serdecznie dość… – mruknęła do siebie, włączając z powrotem muzykę. Ostatnio ‚Kochany Tatuś’ wydzwania do niej coraz częściej. Odebrała może z 2 razy tylko po to, by mu powiedzieć, żeby się odczepił.

Kiedyś, kiedy była mała zastanawiała się, jak wyglądali jej rodzice. Ale teraz żałuje dnia, w którym zadzwoniła do ojca. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że facet, którego nie widziała od kilkunastu lat będzie się starał o prawa rodzicielskie. W dodatku szkodząc jej obecnej rodzinie. Próbował ją przekonywać, nawet chciał ją przekupić, jednak Alex go nie słuchała. Miała go po prostu dość.

Już miała ruszać dalej, kiedy poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Zerknęła za siebie i zobaczyła wpatrujące się w nią błękitne oczy.

-Cześć Matt! – uśmiechnęła się i obróciła twarzą do chłopaka. Od ostatniego czasu bardzo rzadko go spotykała, przeważnie dlatego, że ciągle przesiadywała w swoim pokoju. – Co tutaj robisz? – spytała z przyjaznym uśmiechem.

-Chciałem ci coś dać….. – odburknął chłopak z rumieńcem na twarzy. – Wiem, że nie lubisz jakichś durnych błyskotek…. – mówił coraz bardziej czerwony, wyciągając coś zza pleców. – Wiem, że spodobały ci się te bransoletki i wiedziałem też, że to bardziej cię ucieszy niż jakieś tam łańcuszki…. – powiedział patrząc gdzieś w bok. Zaskoczona dziewczyna zerknęła na przedmiot, który miał w ręce. Były to trzy gumowe bransoletki z nazwami jej ulubionych zespołów, które było bardzo trudno dostać.

-JANIEMOGE! – Z szerokim uśmiechem na twarzy przytuliła się do czarnowłosego. Oszołomiony chłopak również odwzajemnił uścisk.

-Ulżyło mi, już myślałem, że ci się nie spodoba…

-Żartujesz?! To jest mega! – wyszczerzyła zęby w uśmiechu i założyła wszystkie trzy bransoletki na nadgarstek. – W dodatku z moimi ulubionymi zespołami! Dziękuje! – powiedziała i jeszcze raz przytuliła zaczerwienionego chłopaka.

-Ale czekaj, z jakiej to okazji? – spytała unosząc brew. Nie przypominała sobie, żeby dziś było coś ważnego.

-Dziś są twoje urodziny, zapomniałaś? – spytał z uśmiechem na twarzy.

-No taaaak! – przypomniała sobie i podrapała się w tył głowy. – pewnie to dlatego ojciec dzwonił…

-Możliwe. Słuchaj, chciałbym cię jeszcze spytać….Chciałabyś dzisiaj wyskoczyć ze mną na miasto? No wiesz, uczcić twoje… Urodziny… – zmieszany przeczesał włosy palcami i spuścił wzrok na swoje buty.

-Pewnie! – uśmiechnęła się. – Raczej nie mam planów na dzisiaj. O ósmej?

-Jas…

-EKHEM! – rozmowę przerwało im czyjeś chrząknięcie za plecami Alex. Brązowooka odwróciła się i zobaczyła zdenerwowanego Odda.

-Alex, chodź, Jeremy nas woła. – Mruknął z cichą furią w głosie. Dziewczyna pomachała na pożegnanie czarnowłosemu i ruszyła za Włochem.

-Kim jest ten facet?! – warknął cicho oglądając się za siebie. Gdy Matt zniknął im z pola widzenia chłopak zwolnił kroku.

-To mój kumpel. – odpowiedziała dziewczyna wymijająco, patrząc gdzieś w bok.

-Nie wyglądał mi na kumpla. – mruknął blondyn obserwując dziewczynę.

-Ale co cię to obchodzi? Przecież nie jesteśmy razem! – odpowiedziała zakładając ramiona na piersi. Wzrok chłopaka przyciągnęły nowe bransoletki na nadgarstku dziewczyny.

-To od niego? – spytał chwytając jej nadgarstek.

-Puszczaj! Tak, bo co?! – syknęła dziewczyna patrząc mu prosto w oczy. Po chwili milczenia wyrwała rękę i ruszyła dalej.

-Już ci mówiłem, że nie odpuszcze!

-Przestań być taki cholernie zazdrosny! – powiedziała tylko, przeglądając coś w telefonie.

-Ja zazdrosny?! O niego? Jeszcze czego! – zaprzeczył rumieniąc sie lekko.

-Widzę, że zakochani przeżywają mały kryzys. – usłyszeli za sobą szyderczy głos i odwrócili się w tym samym momencie.

Kilka metrów od nich stał…..

Klon Odda.

A inaczej mówiąc Xana we własnej osobie.

——————————-

SEE YA! XD

FF.60”Nowy początek”

Od powrotu Odda minął już miesiąc. Zgodnie z obietnicą złożonej Alex chłopak nie zbliżał się do niej, a nawet lepiej, miał już nową dziewczynę. Właściwie od tamtego czasu zdążył rzucić już 3 inne laski, z którymi chodził. Sam nie wiedział, co mu jest, ale nie potrafił ju żyć tak beztrosko jak kiedyś. Nie rozumiał sam siebie, przecież Alex miała rację. On jej nie pamiętał, dla niego to była obca osoba. Ona potrafiła się już pogodzić ze swoją decyzją, więc dlaczego on to utrudnia? Westchnął cierpiętniczo i odwrócił wzrok.

-Co jest kochanie? – usłyszał słodki głosik dziewczyny obok i zachciało mu się rzygać. W ogóle dlaczego on z nią chodził, przypomni  ktoś? Ach, no tak, bo była ‚ładna’. Szkoda tylko, że nie w jego typie. A do tego była tak tępa, że ledwie miał o czym z nią gadać. Poważnie, zastanawiał się nad tym, czy potrafi liczyć do dziesięciu bez palców.

Odchylił głowę do tyłu i rozprostował nogi. Dzień był cholernie gorący, ale dało się przeżyć. Gdyby tylko ta laska sobie poszła…..

Coś zasłoniło mu słońce. Chłopak otworzył oczy i napotkał wściekły wzrok Yumi. Wściekła dziewczyna dała mu z pięści w ramię i założyła dłonie na piersi.

-Co chcesz?! – warknął zły, że ktoś mu przeszkadza.

-Dlaczego go bijesz? – odezwała się dziewczyna, wpatrując w Japonkę.

-Ty, Blondi się nie odzywaj. A my mamy do pogadania. – syknęła dziewczyna wlepiając w niego spojrzenie.

-Skoro twoja koleżanka ma być taka niemiła, to ja spadam. – odezwała się blondyna, wstając z ławki i ruszając w przeciwną stronę.

-Melody…Agh! Czego chcesz? – mruknął, jednak odejście blondynki było mu na rękę. Jego IQ spadało z każdą minutą siedzenia z tą dziewczyną.

-Co ty chłopie odwalasz?! Wróciłeś zaledwie miesiąc temu na ziemię i tak szybko zacząłeś się cieszyć życiem, tak?! A co z twoją dziewczyną, do cholery?! – wykrzyczała dziewczyna na jednym wydechu, po czym zamilkła, czekając na odpowiedź.

-BYŁĄ dziewczyną. Przecież sama mi to zaproponowała. – odparł zdenerwowany. Czy ta Alex podpuszcza na niego innych?

-Ty się słyszysz? Używasz twojej ameby zamiast mózgu? Myślisz, że tak łatwo jest patrzeć na swojego chłopaka, który wrócił po roku, a który cię nie pamięta?

-Ale do cholery ona sama kazała mi sobie kogoś znaleźć! Więc co mam robić?!

-Bo ja wiem? Zachować się jak facet?

-I to ty mnie pouczasz?! Sama masz wprost świetne stosunki z Ulrichem!

-A skąd możesz wiedzieć, jak jest między nami?! – krzyknęła czarnowłosa, wyrzucając ręce w powietrze. Kilka osób wpatrywało się w dwójkę kłócących się.

-Tak samo skąd możesz wiedzieć jak jest ze mną i Alex? – warknął blondyn i wstał.

-Gdzie znów leziesz?!

-Załatwić to! – odkrzyknął Włoch i ruszył w stronę parku. Zamierzał wyjaśnić całą sprawę z dziewczyną. Cholera, najpierw z nim zrywa, a potem nasyła na niego Yumi? O co jej chodzi?!

Nie musiał długo szukać. Zobaczył ją, siedzącą na ławce. Miała na sobie bojówki moro, czarny podkoszulek, czarne trampki i rozpuszczone włosy. Jej fioletowe końcówki dotykały kartki, przeszkadzając w pisaniu. Była ładna, nawet bardzo w typie Odda. Zdążył też zauważyć na lekcjach, że była też całkiem mądra. Ale on jej nie pamiętał. Może i fajnie byłoby mieć ją za dziewczynę, ale nie uśmiechało mu się żyć z osobą, której nie zna.

-Serio musiałaś nasyłać na mnie Yumi? Myślałem, że się umówiliśmy. – zaczął chłopak, wpatrując się w brązowooką. Dziewczyna podniosła na niego nierozumiejący wzrok, po czym wystukała coś w telefonie.

-Nie wiem o czym mówisz. Nikogo na ciebie nie nasyłałam. – mruknęła przenosząc wzrok z powrotem na telefon.

-To w takim razie dlaczego Yumi przyszła do mnie robić mi wyrzuty?

-Kurde, Odd, nie mam pojęcia! – warknęła coraz bardziej podirytowana. Mocniej zacisnęła palce na telefonie, wlepiając zdenerwowany wzrok w rozmówcę.

-I naprawdę mam w to wierzyć? – spytał wyjątkowo sarkastycznym tonem. Wściekła Alex wstała i dźgnęła go palcem w pierś.

-Nie wiem po co Yumi do ciebie przyszła, ale nie miałam o tym pojęcia, okej? Nie obchodzi mnie, co robisz i z kim się spotykasz, nie po to zawarliśmy umowę, co nie?

-Tak, szkoda tylko, że potem każdy z osobna przychodzi do mnie z pretensjami!

-Chyba nie moja wina, co nie? – Nagle jej oczy straciły wyraz, po czym dziewczyna lekko się zachwiała. Gdyby nie Włoch, upadłaby.

-Hhej, Alex, co jest? – spytał przestraszony, potrząsając nią lekko.

-Nic…. – powiedziała słabo i usiadła na ławce.

-Kurde, już drugi raz widzę cię w takim stanie i nie mam zamiaru odpuścić. Gadaj o co chodzi. – powiedział blondyn, wpatrując się w dziewczynę świdrującym wzrokiem.

-Po prostu….Kora wariuje, poza tym mam na głowie sprawy z….z ojcem i takie tam… – przewróciła oczami i oparła twarz na ręce. – Jestem po prostu tym zmęczona, to wszystko…. – nagle dziewczyna gwałtownie wstała i sięgnęła po swoją torbę.

-Wiesz co? Mam dość tego do cholery! Gdyby nie to, że cię poznałam, nigdy nie trafiłabym do Kory. Wtedy miałabym święty spokój, zarówno z Korą jak i z ojcem! W dodatku nic by mnie nie obchodziły twoje dziewczyny! – wyrzuciła z siebie wściekła i odwróciła się na pięcie.

-Hej! Nie myśl sobie, że tak łatwo mi uciekniesz! – krzyknął chłopak i złapał ją za ramię.

-Skoro tak trudno ci na mnie patrzeć, to dlaczego zgodziłaś się zerwać?!

-Bbo… – dziewczyna odwróciła wzrok.

-Bo wiem, że do cholery to nie wypali, dobra?! Po prostu nie zwracaj uwagi na to co gadają tamci, okej? – spojrzała mu prosto w oczy. – Minie trochę więcej czasu i mi przejdzie.

-Skąd ta pewność, co? – spojrzała na niego z pytającym wyrazem twarzy. – A może ja chcę spróbować, chmm? – przez chwilę patrzyli sobie w oczy.

-To nie wypali.

-Ale skąd wiesz? To, że nie pamiętam cię, nie znaczy, że nie mogę cię poznać na nowo. – dodał, obserwując jej reakcję. Dziewczyna zamyśliła się. Czy naprawdę mogłoby się to udać?

-Ale ja nie chcę, żebyś był ze mną, z powodu presji ze strony innych. No wiesz, bo przecież byliście razem, teraz też musicie.

-Czyli sądzisz, że mówię tak, bo obchodzi mnie zdanie innych? – spytał z niedowierzaniem. Ona naprawdę tak sądzi? Rozmowę przerwał im dzwonek telefonu Alex.

-Halo? – odebrała, odwracając się plecami do chłopaka. Cholera, jak zwykle musiał im ktoś przerwać. I oczywiście z tego samego powodu.

-Fabryka… – mruknęła i oboje ruszyli do fabryki. Przez całą drogę nie zamienili ze sobą ani słowa. Oboje rozmyślali nad ich wcześniejszą rozmową. W ciszy wchodzili do skanerów.

Zwirtualizowali się w sektorze pustynnym i ruszyli przed siebie. W oddali majaczył się im kształt wieży.

-Okej, Aelita i Ulrich wypadli z gry. Uważajcie, Xana nadal jest wściekły, że Odd zdołał uciec. Wysłał kilka tuzinów potworów i nie da wam tak szybko dotrzeć do wieży. – usłyszeli polecenie Jeremiego i kiwnęli głowami. Po chwili wskoczyli na pojazdy i ruszyli ku wieży. Będąc w połowie drogi zostali powitani strzałami laserów.

Alex teleportowała się za skałę obok, dewirtualizując po drodze trzy kraby. Dzięki Yumi i Williamowi do pokonania zostało im tylko 13 potworów. Cała czwórka spotkała się pomiędzy labiryntem skał, by obmyślić plan działania.

-Oke, to my z Alex zajmiemy się blokami, wy z Yumi krabami. – odezwał się William wskazując na Odda.

-A dlaczego akurat wy blokami? – mruknął blondyn zakładając ręce na piersi.

-Bo wasza dwójka umie się teleportować, co prawda ty trochę gorzej. – parsknął śmiechem szatyn, opierając na ramieniu swój miecz. – Dlatego trzeba się podzielić.

-Dobra, ty atakuj z bliska, ja atakuje z góry. – powiedziała brązowooka i wychyliła się zza skały. Co prawda bloków było trochę więcej, ale mówi się trudno.

-To dawaj! – uśmiechnął się Will i przybił dziewczynie piątkę. Oboje ruszyli w przeciwną stronę do Odda i Yumi.

-Wredny idiota… – burknął Włoch pod nosem biegnąc za Japonką.

-Czyżbyś był zazdrosny o Williama? – uśmiechnęła się dziewczyna, patrząc na zdenerwowaną minę chłopaka.

-Wcale nie! – zaprzeczył. – O niego? No błagam cię! Poza tym…..Nie mam o co. – wyparł się, niszcząc jednego z krabów.

-Naprawdę? A już myślałam….. – czarnowłosa rzuciła swoimi wachlarzami w stronę dwójki krabów, natomiast blondyn zniszczył pozostałą dwójkę.

-Coś mi tu nie pasuje…- mruknęła dziewczyna rozglądając się wokoło. -gdzie ten szósty?

- w tym momencie usłyszeli, jak z góry obsypują się małe kamienie. Nad nimi stał potwór, celujący w Yumi. Dziewczyna dostała laserem w ramię i zdewirtualizowała się. Odd szybko zareagował i zniszczył Kraba.

-No dobra. Teraz wystarczy dezaktywować wieżę… – mruknął do siebie i rozejrzał się. Droga wolna, ale gdzie Alex i William? Zerknął za siebie i zobaczył jak oboje walczą z ostatnimi dwoma potworami.

-Widocznie bardzo dobrze się dogadują… – pomyślał z przekąsem obserwując, jak niszczą bloki. Niespodziewanie coś trafiło Williama, przez co chłopak został zdewirtualizowany. Alex rozejrzała się wokoło i znalazła źródło strzału. Uskoczyła przed laserem i zniszczyła chowającego się bloka. Odd uśmiechnął się i podszedł do dziewczyny.

-Niezła robota. – podsumował. Alex uśmiechnęła się i kiwnęła głową.

-Nie idziesz do wieży? – spytała wskazując ich cel. Chłopak kiwnął głową, jednak nie poruszył się.

-Alex…..

-No? – mruknęła.

-Nie obchodzi mnie co powiesz. Ja się nie poddam. – podszedł do niej i z głupim uśmiechem przyciągnął ją do siebie. – Mam gdzieś twoje argumenty, zamierzam cię odzyskać. – powiedział po czym pocałował dziewczynę. Brązowooka była zbyt oszołomiona, by protestować. Po chwili Włoch uśmiechnął się i pogłębił pocałunek.

-Odd, ruszysz się w końcu? – usłyszał głos Jeremiego i wyszczerzył kły.

-Już idę, spokojnie, Einstein. – krzyknął i pobiegł w stronę wieży, zostawiając zdezorientowaną dziewczynę.

Cholera i tyle ze zrywania.

-Brawo Alex. – mruknęła do siebie. – Musiałam wszystko spieprzyć….

——-

CHCIELIŚCIE CAŁOWANIE, JEST CAŁOWANIE LOL XDDDDDDDDDDD

SEE YA!

-

FF.59”Ostatni pocałunek”

Omg, jaki piękny tytuł wymyśliłam <3

———–

-Cco? – zająknęła się, odsuwając lekko w tył. On żartował?

-Przecież straciłeś pamięć, jestem dla ciebie obcą osobą, dlaczego chcesz żebym….Żebym…. – Zarumieniła się lekko. Cholera, w co on gra?

-Tak, ale sądząc po zachowaniu innych i twoim chyba byłem kimś dla ciebie ważnym. Chce chociaż zapamiętać ten jeden pocałunek. Co ci szkodzi? – spytał przybliżając się i łapiąc ją za rękę.

-No właśnie to, że…. – zaczęła, a łzy pojawiły się w jej oczach. Czekała cały rok, by w końcu go zobaczyć, a on ją nie rozpoznaje. I teraz ma go tak po prostu całować? Ale po co? To nie przywróci mu pamięci, przez to będzie jej trudniej pogodzić się z faktem. Rękawem swetra wytarła łzy, po czym pokręciła głową.

-Jja nie mogę. Po prostu nie mogę. Dla ciebie to nic nie znaczy, ale dla mnie owszem! – warknęła, a nowe, słone krople smutku popłynęły z jej oczu. – Ty nie pamiętasz tego co ja, tobie będzie o wiele prościej! Nie wiesz jak to jest spotykać walczyć z kimś, kogo kochasz, do cholery! Nie pamiętasz tego! – Wykrzyczała, drżąc lekko. Po chwili znów wytarła policzki, czekając na odpowiedź chłopaka.

-A więc…..Więc to koniec? – Mruknął brązowooki wpatrując się w jej oczy.

-Tak. Znajdźmy sobie kogoś innego.

-Niech tak będzie.

-Obiecujesz?

-Obiecuje. – chciał ją przytulić, jednak w ostatniej chwili się cofnął. Uśmiechnął się smutno i wyciągnął dłoń. Mimo, że nie pamiętał jej, czuł, że nie jest mu obojętna. Tak naprawdę czuł, że zna ją od zawsze. Szkoda, że tak to się kończy…

Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i uścisnęła jego dłoń. Przez chwilę stali tak w ciszy, dopóki telefon dziewczyny nie zadzwonił.

-Halo?

-Xana wariuje. Przyjdź z Oddem do fabryki. – usłyszała po drugiej stronie słuchawki i zamarła. Cholera, a co jeśli Xana będzie chciał Odda z powrotem?

-Chodźmy. – powiedział blondyn i chwycił dziewczynę za rękę, po czym oboje ruszyli w stronę fabryki.

FF.58”Amnezja”

-I naprawdę nie wiesz kim ona jest? – spytała Yumi po raz chyba 3 wpatrując się w chłopaka.

-I naprawdę nie pamiętasz jak się tu znalazłeś? – spytał Jeremie. Cała grupa wpatrywała się w niego, może oprócz Alex, która zmęczona nadal opierała się o ścianę. Miała zamknięte oczy, odkąd wojownicy przyszli nie zabierała głosu.

-Dobra, podsumujmy. Odd wrócił, bo niespecjalnie chce nas zabić. Jednak nie pamięta w jaki sposób tu wrócił, gdzie był ani nie pamięta Alex. Czyli zapomniał właściwie wszystko, co się stało od powrotu Xany, tak? – upewnił się William, przeczesując włosy palcami. No to są głęboko w….

-Tak. – Blondyn przewrócił oczami i znudzony oparł twarz o dłoń. – Choć nie przesadzaj, przecież pamiętam powrót Xany. Wiem też, że mnie nie było, ale nie mam pojęcia, co robiłem podczas mojej nieobecności. Resztę raczej pamiętam, ale nie kojarzę eeee….

-Alex….- powiedział Ulrich.

-Właśnie.

Aelita, Jeremy, William i Yumi o czymś żywo dyskutowali między sobą, Odd i Ulrich tylko się przysłuchiwali. Nikt nie zwracał uwagi na dziewczynę, która siedziała pod ścianą. Świetnie, znowu została pominięta, ale tym razem to jej pasuje. Alex ułożyła się trochę wygodniej, starając się jak najmniej poruszać. Ból głowy był cholernie upierdliwy, a obecność jednocześnie w dwóch światach bardzo trudny. Musiała poświęcić bardzo dużo czasu na nauczenie się tego. Zazwyczaj ignoruje sygnały, które wysyłają jej ninja w Korze, ale tym razem działo się coś gorszego. Tym bardziej, że nie wiedziała co. Może po prostu nie mogła się skupić przy reszcie?

To nie ma sensu, zazwyczaj potrafi zorientować się co i jak w Korze, przy ludziach w stołówce! A teraz to niby nie może?

Przestała próbować i otworzyła oczy. Coś ją ominęło? Aelita, Jeremy, William i Yumi o coś się kłócili, Ulrich ich uspokajał a Odd siedział obok niej. Uniosła brew napotykając jego spojrzenie.

-W końcu otworzyłaś oczy, już myślałem, że zemdlałaś albo coś. – usłyszała i przewróciła oczyma. Popełniła błąd, głowa natychmiast zaczęła pulsować mocniej, a krzyki tamtych zbytnio nie pomagały.

-Powiedz mi o co chodzi. – Jego gorący oddech łaskotał ją w ucho.

-Spadaj….-burknęła. Nie miała siły na kłótnie ze swoim chłopakiem, w dodatku takim, który ją nie pamięta.

-Jesteś cholernie uparta! – Stwierdził blondyn zakładając ramiona na piersi.

-Dobra, ja idę. – powiedziała i ruszyła ku drzwiom. Po chwili już była na korytarzu.

Tak naprawdę nie wiedziała gdzie idzie, dopóki nogi nie zaprowadziły jej do pustelni. Westchnęła głośno i otworzyła drzwi budynku. Tutaj na pewno uda jej się przez chwilę pomyśleć. Weszła do pierwszego lepszego pokoju i rzuciła torbę na łóżko.

-A więc pustelnie też już znasz? – usłyszała głos za plecami i odwróciła się.

-Skąd ty się tak szybko tu wziąłeś?! – pisnęła, uspokoiwszy się, że to nie żadne spektrum, lub cokolwiek innego.

-Nie wiem, bardzo szybko biegam. – wzruszył ramionami. Stali tak przez chwilę mierząc się wzrokiem.

-Ładna jesteś. – wyparował chłopak, kompletnie niespeszony. Dziewczyna zarumieniła się lekko, jednak nie miała zamiaru się łudzić. On jej nie pamięta, wróci stary Odd, będzie musiała patrzeć, jak on zarywa do innych. Lepiej będzie jak zakończy to teraz.

-Odd…..- zaczęła niepewnie, patrząc gdzieś w bok. – Słuchaj, zanim……Zanim no wiesz….

-Wpadłem do morza… – mruknął znudzonym tonem, opierając się o framugę drzwi.

-Tak. Zanim wpadłeś do morza, to my…..No wiesz……

-CO? NIE MÓW ŻE MY…..

-NIE DEBILU! – Krzyknęła dziewczyna zawstydzona, że chłopak mógł w ogóle tak pomyśleć.

-CHODZI MI O TO, ŻE WTEDY BYLIŚMY  RAZEM, A TERAZ NIE POWINNIŚMY! – Wyrzuciła z siebie, czekając na odpowiedź. Odd patrzył na nią w szoku, przez co czuła się źle.

-Bbo ty mnie przecież nie pamiętasz, tak? Z pewnością znajdziesz sobie dziewczynę, a ja nie chcę by wtedy nas cokolwiek łączyło. Po prostu zacznijmy od nowa, dobra? No wiesz, jako przyjaciele? – tłumaczyła coraz bardziej skrępowana przez wzrok chłopaka. Nigdy wcześniej nie było jej tak trudno zerwać z facetem. Ta, ciekawe dlaczego.

-Nie rozumiem. Czemu miałbym się zgodzić? -spytał zaskakując dziewczynę. On żartuje?

-Co?

-Polubiłem cię. Czemu miałbym się zgodzić zakończyć cokolwiek? – spytał wprawiając ją w jeszcze większe zdumienie. Po chwili chłopak zmniejszył odległość między nimi i popatrzył jej prosto w oczy.

-Odpowiedz mi.

-Bo tak! Po prostu zakończmy to, ty znajdź sobie kogoś, ja zrobię to samo i wszystko będzie okej! – krzyknęła wyprowadzona z równowagi, zaciskając pięści.

-I naprawdę zrobisz to ot tak? -spytał nie dowierzając. Dziewczyna spuściła wzrok i pokiwała głową.

-Tak.

-A więc dobra. Pozwolę ci odejść, jeśli coś dla mnie zrobisz. – powiedział, na co dziewczyna podniosła wzrok.

-Co takiego?

-Pocałuj mnie.

hehe takie troche ala romantyczne, ale kurde muszę sprostować ich sprawy XDDDD

WIDZIMY SIE NIEDŁUGO!

XANARU

FF.57”Ciężki dzień..”

Westchnął głęboko i wciągnął ogromny haust powietrza. Cholera, to dopiero będzie mega trudne. Kurde, jak ma im to wszystko wyjaśnić?

O, Siema ludzie, wiem, że nie było mnie rok, bo byłem uwięziony u Xany i przyszedłem tu tak z dupy, ale spoko, da się to wyjaśnić.

Y’know, man?

No dobra, Odd, dasz sobie radę.

A może jednak nie? Znów westchnął i wszedł na ścieżkę w parku. Z na wpół zamkniętymi oczami  ruszył przed siebie, próbując opanować nerwy. W pewnym momencie poczuł, że na kogoś wpadł.

-Ugh, przepraszam… – mruknął podnosząc wzrok. W jego postać wpatrywała się ciemnooka dziewczyna z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.

-ODD? – Zająknęła się lekko nie odwracając wzroku. Najwidoczniej była jego widokiem zszokowana, ciekawe dlaczego.

-My się znamy? – spytał Włoch zażenowany. Dziewczyna wyglądała naprawdę znajomo, ale nie miał pojęcia dlaczego. Momentalnie jej twarz ze zdumienia przeszła na wściekłość.

-Żartujesz sobie?! -krzyknęła z błyskiem w oku. – Xana, jeśli to ty, to przysięgam, że cię zabije! I mam gdzieś to, że jesteś wirusem!

-Hej, hej, hej, skąd wiesz o Xanie? Reszta ci powiedziała? Zajęłaś moje miejsce? – spytał blondyn otumaniony drapiąc się w tył głowy. No nieźle…

-Odd, błagam, powiedz, że tylko żartujesz. Jeśli naprawde to ty, jeśli naprawdę wróciłeś musisz wiedzieć kim jestem. – powiedziała wpatrując się w jego oczy. Cholera, była ładną dziewczyną, ale nie przypomina sobie, żeby z nią chodził, czy coś….Chłopak westchnął i pokręcił z żalem głową. Czyżby coś mu umknęło?

-No dobra. – odezwała się dziewczyna po dłuższej chwili. – Chodźmy do reszty, później się tym zajmiemy… -odezwała się drżącym głosem i odwróciła plecami do chłopaka. Włoch posłusznie ruszył za nią w kierunku szkoły.

Dziewczyna przewróciła oczami na oglądający ich tłum i chwyciła Odda za rękę. Jak on się guzdrze, ja nie mogę…

-Hej, co ci się tak śpieszy? – spytał zirytowany uczniami wokół nich.

-Bo chcę, żeby reszta dowiedziała się o tobie osobiście, niż z plotek od innych. – mruknęła skręcając w zaułek korytarza. Na chwilę przystanęli i dziewczyna oparła się plecami o ścianę. Westchnęła cicho rozglądając się naokoło.

-Dobra, chodźmy do Ulricha pokoju. Reszta przyjdzie później.

-Przypominam, że to też MÓJ pokój! -syknął blondyn w odpowiedzi zakładając ramiona na piersi.

-Ttak, wybacz… – mruknęła dziewczyna nieuważnie szukając klucza w torbie. – przyzwyczaiłam się po prostu.

-A skąd masz klucz do pokoju? – spytał Włoch wskazując na przedmiot w jej ręce.

-To twój, Ulrich mi go dał, kiedy zabrało cię Lyoko…. – mruknęła cicho wręczając mu przedmiot do ręki. – masz, mi już mam nadzieję, nie będzie potrzebny…

-Hej, jak chcesz, to możesz go zatrzymać… – powiedział speszony obserwując jak dziewczyna zamyka za nimi drzwi.

-Tobie bardziej sie przyda…. – mruknęła ogarniając wzrokiem pokój. Rzuciła torbę na łóżko Ulricha i podeszła do lustra.

Odd obserwował jak brązowooka wiąże swoje długie włosy i przygląda się swojej twarzy.

-Naprawdę teraz będziesz się oglądać w lusterku? – spytał znudzony i lekko poirytowany. Naprawdę ta dziewczyna będzie się teraz pindrzyć?

Ona jednak zignorowała komentarz chłopaka i nadal wpatrywała się w coś na twarzy.

-Ile jeszcze? – spytał opierając się o ścianę. – ludzie ile moż…

-Zamkniesz się wreszcie? – warknęła na co Włoch natychmiast zamilkł. Zauważył grymas bólu na jej twarzy i wtedy się zorientował, że cały czas zaciska zęby.

-Hej, coś cie boli? – spytał autentycznie zmartwiony. No kurde, nie może pozwolić, by ona na przykład zemdlała przy nim…..

-Nic… – syknęła i usiadła na łóżku Ulricha.

-Byłoby prościej gdybyś mi powiedziała, co jest. – stwierdził Odd wstając i uporczywie wpatrując się w dziewczynę.

-Nawet jeśli ci o tym powiem, to skąd mam wiedzieć, że będziesz wiedział o czym mówię?! – mruknęła odwracając wzrok. – Kora wariuje i przez to źle się czuje. Tyle. – powiedziała cicho opierając twarz o dłonie. Blondyn miał ją o coś spytać, jednak ta dodała. – do tego dzisiaj wrócił mój chłopak, który mnie nawet nie pamięta.

Wtedy drzwi się otworzyły, a do środka wpadli wojownicy Lyoko. Ulrich stanął w progu, zszokowany na widok chłopaka, podobnie jak cała reszta.

FF.56 ‚Wolny?!’

Blondyn przewrócił oczami i westchnął głęboko. Jak dawno nie był w tym pomieszczeniu. Już prawie zapomniał jak wyglądają skanery.

Naprawdę nie wiedział, że to będzie takie proste. Xana jest tak głupi, że nie zauważył, że on i Hopper złamali więź między nimi.

Gdyby wcześniej domyślił się rozwiązania już dawno by to zrobił. Boże, jaki był głupi!

Ale teraz, z pomocą Hoppera wreszcie jest wolny. Koniec użalania się nad sobą, koniec tej bezradności. Wojownicy Lyoko nawet nie wiedzą, co zrobił.

Kiedy zjawili się w lyoko nieświadomie wymienili się Dna z Oddem, dzięki czemu wszystko wróciło do normy.

I całe szczęście. Teraz tylko pozostaje to wszystko wytłumaczyć. I oczywiście trzymać się z daleka od Xany.

Do tego trzeba przeprosić znajomych i rodziców za nieodzywanie się…. O ludzie….

Minął już rok…

A on wreszcie jest wolny.

HELLO, WHAT’S UP?!!!

NIE SPODZIEWALIŚCIE SIĘ POWROTU, CO?

Otóż od ferii przestałam pisać o BB i pisze teraz o miraculous, jednak kompletnie nie mam weny. Stwierdziłam, że usunę śmieciowe wpisy tutaj i zrobię porządek z tym blogiem.

W ogóle kto tu jeszcze jest? :D

FF.55”Coraz bliżej celu…cz.2”

tak na marginesie. tak naprawdę powinien być 54 ff, ale sie jebłam w numeracji XDD NIE MAM POJĘCIA JAK XD

a ponieważ dawno zapomniałam co się działo w ostatnim ff musiałam go przeczytać i tu takie WTF.

LUDZIE JAK WY TO KURDE CZYTACIE XD?

———–

Zaraz po tym, jak Odd wypowiedział słowa na głos grupę powitały strzały laserów. Trzy manty kierowały się ku nim. Chłopak odwrócił się do grupy .

O-To co , jak za dawnych czasów? – uśmiechnął się i pomógł Ulrichowi wybić się w powietrze. Brunet rzucił się na jednego z potworów i wbił swój miecz w środek oka, po czym znów zeskoczył na platformę. Za pierwszym razem źle wycelowane strzałki Alex o dziwo, trafiły jedną z mant, które dołączyły do wcześniejszej dwójki.

J-Cholera…-mruknął okularnik widząc niemałe stado pełzaczy ruszające w stronę wojowników.-Idzie do was co najmniej 20 pełzaczy.

W-No to pięknie..-mruknął William uderzając mieczem w jedną z mant.

O-Nie damy rady tylu naraz.- przyznał niechętnie uderzając potworem o jedną ze ścian kopuły za pomocą telekinezy. Było ich zbyt dużo, w dodatku słyszał odgłos turlających się w ich stronę Mega czołgów. No pięknie, jeszcze Aelita wypadła z gry.

Al-Odd, teleportuj sie!-warknęła dziewczyna rozwalając laserami jednego z mega czołgów. Chłopak wbił w nią zdumione spojrzenie pozwalając, by wytworzona przez nią tarcza osłoniła go na chwilę przed laserami.

O-Co?- spytał skołowany.

Al-To pole długo nie wytrzyma …-szepnęła do siebie .- Xana wysłał tyle potworów po to, by cię zdewirtualizowały , nie? A jeśli stąd znikniesz, nie będzie miał tu czego szukać- Powiedziała , starając się wzmocnić tarczę, jednak potworów było zbyt  dużo, a ona miała za mało siły. Zrezygnowany chłopak popatrzył na Ulricha, Williama i Yumi, którzy pokiwali głowami.

U-Ma racje. -mruknął kiwając głową w stronę szatynki. Trójka wyszła z pola, po czym zaczęła atakować wrogów.

O-Skoro tak….-mruknął wyraźnie zły, że nie może im pomóc.

Al-Odd, daj spokój. To nie tak, że sie nie cieszymy, że jesteś normalny. Po prostu nie możemy ryzykować, że Xana więcej cie do lyoko nie wypuści…-powiedziała z obawą patrząc na pękające ściany tarczy. Tamtych dawno wywaliło z gry. Zostali sami. SUPER.

FAJNIE.

O-No dobra. Ale zanim pójdę..-mruknął, po czym przybliżył się do dziewczyny . Widząc jej rumieniec uśmiechnął się po czym ujmując jej podbródek  pocałował ją.-A to na pamiątkę -powiedział szczerząc się i dotknął jej czoła, drugą ręką trzymając jej dłoń. Bił od nich jakichś dziwny złoty blask, po czym chłopak zniknął.

Al-Że co?- mruknęła pocierając czoło. Zdezorientowana patrzyła jak jej ręka powoli przygasa ze złotego blasku.–Co to było?- rozejrzała się. Żadnych potworów wokół.-WHAAAAT?-podrapała się po głowie.Po chwili skołowana już była w skanerze. Nadal oszołomiona weszła do pomieszczenia ze superkomputerem. Od razu podbiegł do niej zaaferowany Jeremie.

J-Alex! Co się tam stało?!- dziewczyna w geście kapitulacji podniosła obie ręce.Ulrich i William roześmieli się cicho.

Al-Nie wiem. Odd coś zrobił i jaaa…nooo…-zauważyła , że ma coś na dłoni.Z trudem odwróciła wzrok i znów spojrzała na resztę.-No jaaa nic nie zrobiłam….Bo on zrobił….i tego……-chłopaki pokładali się ze śmiechu, Yumi i Aelita też ledwie wytrzymywały. Ona juz po prostu taka była. Nie wytrzymałbyś 2 minuty przy niej bez uśmiechu. Okularnik tylko pokręcił głową i wrócił do superkomputera <tutaj prawie napisałam ”supermarkera” WTF XD>Alex w towarzystwie Williama, Yumi i Ulricha wyszła z wieży. Roześmiani wrócili do szkoły.

Wieczorem szczotkując zęby Dziewczyna znów spojrzała na swoją dłoń . Pod pewnym kątem widać było jakieś napis po innym jezyku. मुझे याद रखें।

Wait. Chyba kojarzyła co to za język.

-ALE OD KIEDY NIBY ODD ZNA TAKIE SYMBOLE?!-przeszło jej przez myśl, gdy szła do swojego pokoju, ze wzrokiem utkwionym w swojej dłoni.

Al-Mam nadzieję, że nie mam nic na czole…-mruknęła.

***

 

FF.55”Coraz bliżej celu…” cz. 1

Głośny alarm wyrwał go ze snu. Blondyn założył okulary na nos i spojrzał na ekran telefonu. Pobieranie danych ? Jakie znowu pobieranie? w Kartaginie? Wszystko jasne.

Xana.

—————————-

-RUSZAJ TYŁEK I WYPAD DO REPLIKI!-krzyknął Xana wyraźnie wkurzony tym, że Odd nie słucha jego rozkazów. -SŁUCHASZ MNIE CZY NIE?!- odpowiedzią na to pytanie był wystawiony środkowy palec chłopaka i jego obojętne spojrzenie . Irytował go coraz bardziej.

O-Idź się kurde połóż bo zaraz zemdlejesz z nadmiaru emocji.-mruknął blondyn i westchnął cierpiętniczo. -Ja idę do lyoko.

-PO CHOLERE?!-warknął klon, jednak Odda już nie było.Coś tu jest nie tak. On coś kombinuje.Tylko co.

——————

Wojownicy dotarli do fabryki w kilka minut. Jeśli chodzi o Kartaginę nie mogli pozwolić sobie na choćby sekundę zwłoki. Mieli tam zbyt dużo ważnych danych, co z tego że zabezpieczonych, pochodzących z superkomputera. Zwłaszcza , że chodziło tu o program , który miał pomóc w sprowadzeniu Odda. Tu nie było miejsca na błędy.Musieli działać szybko i bezbłędnie , toteż z szybkością światła znaleźli się w sektorze 5.

Gdy znaleźli się przy interfejsie zobaczyli siedzącego tyłem do nich Odda. Ogon kota ruszał się nerwowo to w jedną to w drugą stronę, w ogóle cały był jakiś taki spięty.

U-XANA!- gdy Włoch usłyszał krzyk Ulricha przestraszył się , podskoczył i przechylił poza krawędź platformy. W ostatniej chwili złapał równowagę i popatrzył na nowo przybyłych.

O-o siema…E…to znaczy…..-chrząknął, po czym skierował działka w stronę wojowników- ZNISZCZE W- zaczął demonicznym głosem , po czym jakby się zakrztusił i opuścił broń.-Szlag jestem do niczego.- Pokręcił głową.

Y-eeeeee……Xana?- wojownicy opuścili broń i tępo wpatrywali się w blondyna, który na słowa Japonki poderwał się i założył ręce na piersi.

O-wypraszam sobie. Ten drugi też ma imie!-  zrobił urażoną minę

W-eeeeeeee Odd?

O-O! Jeden przynajmniej pamięta jak mam na imię!- wskazał łapą na szatyna.- No wiecie! Nie minął nawet miesiąc od naszego ostatniego spotkania a wy już o mnie zapomnieliście, pff.- mruknął żartobliwie i wywrócił oczami.

A-czyli teraz gadamy z Oddem?

Al-Jestem skołowana.-podrapała się po głowię.

Chłopak zrobił gwiazdę, prawię wysuwając się za krawędź.

O-TE-AAAk.

J-Ej ludzie? Co się tam dzieje? – usłyszeli zdezorientowany głos okularnika.

O-Jeremie! Dobrze cię słyszeć.-uśmiechnął się. Brzmiał jak stary Odd..

J-No właśnie się boje, że słyszysz mnie nie tylko ty….

Al-Właśnie. Co z Xaną?- spytała , mrużąc podejrzliwie oczy. Mimo okoliczności była rozbawiona.

O-Rano się wkurzał, że mam iść do lyoko to poszedłem. I już nie wrócę.- mruknął przekrzywiając głowę.- Jest osłabiony, to chyba przez  to, że ten jego durny program zawiódł , więc teraz może przestanie mnie kontrolować.-zamrugał i wzniósł oczy ku górze.-Marzenie.- zmrużył oczy i popatrzył na przyjaciół ze znudzonym wyrazem twarzy.

Y-Czekaj, bo nie rozumiem. To znaczy, że nie jesteś pod kontrolą Xany?-Japonka uniosła brew.

O-Jak zazwyczaj.-wzruszył ramionami. Zdziwiony spojrzał na Williama, który wściekły dźgnął go palcem w czoło.

W-To znaczy, że cały czas byłeś sobą?! Nie musiałeś nas atakować?!- spytał rozgniewany, na co blondyn tylko kiwnął głową.

O-pół na pół.

U-Co ty pleciesz?- Teraz to już nic nie rozumieli.

O-No bo czasem Xana mnie kontrolował, ale większość musiałem robić sam.-mruknął. Dla niego to było oczywiste, dla nich był to chiński.

Y-Że niby co?!-No teraz to już przegiął.-W takim razie co cię powstrzymywało od powrotu na ziemię?!

O-”Hopper, stan fizyczny i psychiczny, groźby xany, jego tymczasowe blokady, niematerialne więzienie…”-pomyślał.

O-Noo….- reakcją na jego tłumaczenia był grupowy *facepalm*

A-Boże…

W-Idioto….-i tak raz za razem.

O-Ej no, nie mam aż takiego luzu. Poza tym sam jesteś idiotą.- mruknął.- debilu przecież ja nadal nie mam swojego DNA?!- wyrzucił ręce w góre.- A bez niego przecież ja na ziemi nie istnieje. Poza tym obowiązuje mnie coś takiego jak lojalność wobec tego durnia Xany, bo jak nie, wystarczy jeden celny strzał, koniec gry, a ja trafiam do xany z powrotem i jak się domyślacie nie prędko znalazłbym się tu znów.- rzucił i raptownie odwrócił się . -O wilku mowa…

***

No więc macie tu o to część 1 opowiadania 55, by nie trzymać was w niepewności. Jutro zapewne możliwe, że zacznę pisać coś O Bestii, nie wiem czy tu, zależy czy będę miałą laptopa i ochotę na to, bo jutro muszę załatwić jedną rzecz, ale nie zejdzie mi długo.

Tak więc czekajcie na część 2 i być może na FF TEEN TITANS BEAST BOY XDDDD

BYE